Medialny teatr na ulicy Wiktorskiej, czyli jak sprowokować policję pod kamerę

W piątkowe popołudnie, 15 maja 2026 roku, polska opinia publiczna została poddana brutalnej operacji dezinformacyjnej, przypominającej podręcznikowe wzorce wschodniej propagandy. Na antenie stacji Telewizja Republika przerwano program, aby rozpocząć dramatyczną, transmitowaną na żywo relację z warszawskiego Mokotowa. Pod prywatnym adresem redaktora naczelnego, gdzie doszło do zdarzenia określonego jako Tomasza Sakiewicza interwencja policji, zaroiło się od radiowozów i funkcjonariuszy. Narracja stacji była natychmiastowa i agresywna: „Reżim Donalda Tuska nasyła uzbrojone bojówki na wolne media”, „Brutalne przeszukanie i skucie asystentki”.

Prawda, którą kilkanaście godzin później ujawniła Komenda Stołeczna Policji (KSP), okazuje się jednak porażającym dowodem na cyniczną, zaplanowaną z zimną krwią prowokację. Oficjalne dokumenty policyjne nie pozostawiają złudzeń. Służby ratunkowe otrzymały dramatyczne zgłoszenie za pośrednictwem czatu zaufania Rzecznika Praw Dziecka. Anonimowa osoba, podając dokładny adres przy ulicy Wiktorskiej, poinformowała, że w mieszkaniu znajduje się nastoletnie dziecko, które „chce popełnić samobójstwo, odkręcając butlę z gazem”. W policyjnych systemach takie zgłoszenie automatycznie otrzymuje najwyższy priorytet życia i śmierci. Policjanci nie „wtargnęli”, by szukać dokumentów czy nękać dziennikarzy – weszli ratować życie dziecka przed groźbą wybuchu gazu w budynku wielorodzinnym.

Na miejscu nie zastano jednak żadnego dziecka, lecz asystentkę Tomasza Sakiewicza. Kobieta zamiast współpracować ze służbami, które przyjechały ratować ludzkie życie, natychmiast podjęła próbę eskalacji konfliktu. Kategorycznie odmówiła wylegitymowania się, podania danych osobowych oraz utrudniała policjantom weryfikację zagrożenia. To właśnie jej agresywny opór zdefiniował dalszy bieg wydarzeń: funkcjonariusze, dbając o bezpieczeństwo własne oraz samej kobiety, musieli zastosować środki przymusu bezpośredniego i założyć jej kajdanki. Gdy sytuacja się wyjaśniła, a asystentka ostatecznie została zidentyfikowana, policja zakończyła działania. Nikt nie został zatrzymany, nie było żadnego przeszukania.

Całe zdarzenie okazało się złośliwym cyberatakiem typu swatting. Jednak błyskawiczna obecność wozów transmisyjnych i perfekcyjnie przygotowane paski informacyjne każą zadać kluczowe pytanie: czy kierownictwo Telewizji Republika zostało zaskoczone, czy może z pełną premedytacją wykorzystało swatting dezinformacja jako polityczne złote runo?


Logistyka prowokacji: Dlaczego wozy transmisyjne czekały przed domem?

Każdy, kto choć raz widział od kuchni pracę nowoczesnej telewizji informacyjnej, wie, że nagłe uruchomienie transmisji na żywo, skoordynowanie reżyserki, przygotowanie belek i grafik oraz zmiana ramówki wymaga czasu. Tymczasem ekipa Sakiewicza nadawała sygnał z ulicy Wiktorskiej niemal w tej samej minucie, w której policjanci pukali do drzwi. Taki „refleks” jest niemożliwy bez wcześniejszego przygotowania.

Kulisy policyjnego śledztwa ujawniają fakty, które całkowicie kompromitują rzekome zaskoczenie redakcji. Okazuje się, że policyjny patrol pod drzwiami Tomasza Sakiewicza pojawił się z dokładnie tego samego powodu już dzień wcześniej – w czwartek wieczorem. Wtedy sytuację udało się rozwiązać telefonicznie, a kierownictwo stacji zyskało bezcenną wiedzę: ktoś wysyła fałszywe alarmy na ten konkretny adres, a policja ze względu na procedury musi na nie reagować fizycznym przyjazdem. Zamiast zgłosić sprawę do Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości (CBZC) i współpracować w celu ujęcia sprawcy, podjęto decyzję o zastawieniu pułapki na funkcjonariuszy.

W piątek asystentka nie została „napadnięta”. Ona doskonale wiedziała, po co przyjechali policjanci. Jej celem było sprowokowanie mundurowych do użycia siły przed obiektywami kamer. Odmowa pokazania dowodu osobistego była elementem reżyserii. Dlaczego stacja, krzycząc o „masowym ataku na dziennikarzy”, wysłała kamery akurat pod prywatne mieszkanie naczelnego, ignorując rzekome zgłoszenia pod adresami innych pracowników? Odpowiedź jest prosta: potrzebny był męczennik i potrzebny był obrazek „kobiety w kajdankach nękanej przez służby Tuska”. Wszystko po to, aby w mediach społecznościowych i na antenie wywołać emocjonalne tsunami, które miało przykryć coś znacznie bardziej niebezpiecznego dla całego środowiska prawicy.


Finansowe dno manipulacji: Ponad 37 milionów z ZondaCrypto w kasie stacji

Żeby zrozumieć, dlaczego Tomasz Sakiewicz musiał wywołać tak potężny dym medialny właśnie w połowie maja 2026 roku, musimy porzucić teatr polityczny i zajrzeć do ksiąg rachunkowych. W tym samym tygodniu w Polsce ostatecznie tąpnęła monstrualna afera wokół platformy kryptowalutowej ZondaCrypto. Oficjalne raporty Instytutu Monitorowania Mediów (IMM) odsłaniają mechanizm finansowania imperium medialnego Sakiewicza. W ciągu ostatnich 24 miesięcy platforma ta ulokowała aż 70 procent swojego całego budżetu reklamowego – zawrotną kwotę 37,32 miliona złotych – bezpośrednio na kontach Telewizji Republika.

Podczas gdy inne, komercyjne stacje telewizyjne unikały promowania skrajnie ryzykownego i niejasnego podmiotu, Telewizja Republika stała się głównym słupem ogłoszeniowym tej marki. Spoty reklamowe giełdy leciały na antenie w pętli, a jej prezes, Przemysław Kral (który według ustaleń prokuratury zbiegł z kraju i ukrywa się obecnie na terytorium Izraela), był stałym i honorowym gościem programów publicystycznych. Pokazywano go jako wizjonera i partnera strategicznego. Pieniądze z giełdy ZondaCrypto bezpośrednio finansowały flagowe eventy polityczne prawicy, w tym głośną konferencję CPAC Polska.

Kiedy ogłoszono oficjalny ZondaCrypto upadek, a Prokuratura Regionalna w Katowicach otworzyła śledztwo po zalaniu jej przez blisko 2000 zawiadomień od oszukanych ludzi, stało się jasne, że Telewizja Republika nie była jedynie biernym nadawcą reklam. Była kluczowym ogniwem w mechanizmie uwiarygodniania podmiotu, z którego kont bez śladu wyparowało ponad 350 milionów złotych należących do obywateli.


Bezwzględny cynizm: Jak oszukano twardy elektorat i widzów stacji

Najbardziej obrzydliwym aspektem tej sprawy jest profil ofiar, z których wyciśnięto miliony złotych. Agresywny marketing cyfrowych aktywów nie był kierowany do młodych, obeznanych z technologią rekinów finansjery. Reklamy emitowane w Republice, uzbrojone w specjalne, dedykowane „kody promocyjne stacji”, uderzały bezpośrednio w stałą widownię Sakiewicza: emerytów, rencistów i tradycyjnych wyborców Prawa i Sprawiedliwości.

Ci ludzie, wykazując absolutne, niemal religijne zaufanie do dziennikarzy i publicystów tej stacji, uznali, że skoro marka giełdy pojawia się obok programów informacyjnych walczących o „polskie wartości”, to ich oszczędności życia są tam bezpieczne. Staruszkowie, którzy nie potrafili założyć podstawowego portfela cyfrowego, przelewali swoje odprawy i emerytury na zagraniczne konta spółki BB Trade Estonia OÜ, skuszeni obietnicą łatwego i patriotycznego zysku. Dzisiaj, gdy te pieniądze zniknęły, a wyborcy PiS oszukani przez własne autorytety medialne zaczynają zdawać sobie sprawę z katastrofy, na Nowogrodzkiej i Wiktorskiej wybuchła panika.

Jak zareagowali politycy? W sposób arcybezczelny. Próbując ratować resztki wizerunku przed gniewem oszukanego elektoratu, posłowie PiS w pośpiechu złożyli w Sejmie projekt ustawy wprowadzającej całkowity, drakoński zakaz kryptowalut PiS w Polsce. Jak ujawnili sejmowi korytarzowi informatorzy, podpisy pod tym dokumentem zbierano in blanco, na bezpośredni rozkaz przerażonego Jarosława Kaczyńskiego. Partia, która przez lata tolerowała ten proceder, nagle chce kreować się na obrońcę uciśnionych konsumentów.

W tej narracji celowo pomija się jednak kluczowe nazwisko. Przez miesiące wejście w życie unijnych przepisów nadzorczych MiCA, które dałyby Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) realne narzędzia do zablokowania działalności podmiotów takich jak ZondaCrypto, było paraliżowane przez dwukrotne Karol Nawrocki weto. Prezydent, który regularnie fotografował się na wydarzeniach sponsorowanych przez kryptowalutowego giganta, swoimi decyzjami legislacyjnymi rozciągnął parasol ochronny nad procedurem, dając oszustom czas na ostateczne wyczyszczenie kont zdeponowanych przez polskich emerytów.


Cień rosyjskich służb i mafii paliwowej w tle

Jednak to nie straty finansowe i polityczny blamaż wywołują największy strach w kuluarach Telewizji Republika. Najgłębsze dno tej sprawy dotyczy kwestii bezpieczeństwa narodowego i międzynarodowego śledztwa. Dziennikarskie dochodzenia, prowadzone m.in. przez portal OKO.press, ujawniły przerażające powiązania kapitałowe ludzi stojących za dawnym BitBayem i obecną strukturą giełdy ZondaCrypto.

Tropy właścicielskie prowadzą bezpośrednio do polskiej mafii paliwowej, odpowiedzialnej za gigantyczne wyłudzenia podatkowe i pranie brudnych pieniędzy na skalę miliardową. Co kluczowe, liderzy tych struktur przestępczych są od lat monitorowani przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) ze względu na bliskie relacje o charakterze operacyjnym z oficerami rosyjskiej Federalnej Służby Bezpieczeństwa (FSB) oraz mafią sołncewską. Paweł S., jedna z kluczowych postaci w tej układance, w przeszłości ściśle współpracował z Markiem Falentą przy operacji podsłuchowej w restauracji „Sowa i Przyjaciele”, która w latach 2014-2015 zdestabilizowała polski rząd na rzecz Kremla.

W dobie zaostrzonych sankcji międzynarodowych nałożonych na Federację Rosyjską po inwazji na Ukrainę, platformy kryptowalutowe niekontrolowane przez krajowe systemy bankowe stały się idealnym kanałem transferu kapitału dla rosyjskich oligarchów i operacji wywiadowczych. Istnieje uzasadnione, graniczące z pewnością podejście prokuratury, że setki milionów złotych wyrwanych z kieszeni polskich obywateli za pośrednictwem reklam w TV Republika, posłużyły do finansowania operacji omijania sankcji i zasilały konta powiązane z ludźmi Kremla.


Wielki blef pęka: Finał operacji Wiktorska

Gdy w piątek, 15 maja, Sejm ostatecznie przełamał paraliż legislacyjny i przegłosował surowe przepisy, a CBZC wkroczyło do akcji zatrzymując 53-letniego mężczyznę odpowiedzialnego za fałszywy alarm Wiktorska oraz serię innych ataków swattingowych w całym kraju, misterny plan Sakiewicza zaczął się sypać. Zabezpieczony w domu zatrzymanego 53-latka sprzęt komputerowy i serwery są obecnie poddawane szczegółowym oględzinom przez policyjnych biegłych z zakresu cyberprzestępczości. Śledczy badają nie tylko logowania, ale przede wszystkim to, kto był faktycznym zleceniodawcą i skąd pochodziły środki finansowe na przeprowadzenie tej masowej akcji fałszywych zgłoszeń.

Histeria, którą oglądaliśmy na antenie Telewizji Republika, krzyk asystentki i patetyczne przemówienia polityków prawicy o „końcu demokracji” miały tylko jeden cel. Była to ordynarna, desperacka zasłona dymna. Chodziło o to, aby oszukany, starszy widz stacji, wylewając łzy nad rzekomym prześladowaniem Sakiewicza, nie zadał mu jednego, fundamentalnego pytania: „Panie Redaktorze, dlaczego za miliony z reklam namówił mnie Pan do oddania oszczędności mojego życia firmie powiązanej z rosyjską mafią i FSB?”

Spodnie opadły, kurtyna poszła w górę, a publiczny klaps wymierzony faktami w tę propagandową narrację boli dzisiaj prawicowych manipulatorów najbardziej. To nie koniec – to dopiero początek rozliczania mechanizmu, który bez litości żerował na zaufaniu własnych wyborców.

W najbliższych dniach, nasza redakcja Super Portal 24 PL będzie publikować kolejne artykuły, dzięki którym czytelnicy będą mogli zrozumieć cały mechanizm tej akcji pod fałszywą flagą, czytaj zasłona dymna dla afery ZondaCrypto.


Więcej na temat prawnych aspektów ochrony konsumentów oraz analizy systemowych zaniechań organów państwowych wobec kryzysu na rynku cyfrowych aktywów dowiesz się z poniższego materiału: Upadek Zondacrypto - co dalej z poszkodowanymi?. Nagranie to szczegółowo omawia mechanizmy, które doprowadziły do strat finansowych inwestorów.